piątek, 15 marca 2013

Rozdział 21


   Karolino! Zanim zaczniesz czytać ten rozdział, skonsultuj się z lekarzem dowolnego pochodzenia, bo każda treść niewłaściwie przez Ciebie sformułowana zagraża mojemu życiu lub zdrowiu.


                  *Sabi*
-A ja nadal nie wierzę, że ubrałaś sukienkę! Pierwszy raz widzę Cię w czymś takim.- Logan objął mnie ramieniem. Jako, że plaża była niedaleko domu chłopaków zdecydowaliśmy się zrobić sobie krótki spacerek.
-Tak, tak. Mówisz mi to czwarty raz. A ja po raz kolejny odpowiadam Ci, że to Kendall kazał mi się w to ubrać.
-Jasne, jasne! Najlepiej to na mnie zwalić, nie?- Odezwał się, wyżej wspomniany, Idący przed nami blondyn.
-Taka prawda.- Wzruszyłam ramionami. Na początku szedł James z Emmą, Następnie Carlos i Reachel, za nimi Kendall obok Karoli, a na końcu my. Wpatrzyłam się w idącą trochę dalej od nas parę.  Reach właśnie z czegoś się śmiała. Dlaczego ona musi być aż tak idealna? Później spojrzałam na ich splecione dłonie. Coś ścisnęło mi się w żołądku.
-Wszystko będzie dobrze, mała..- Usłyszałam głos idącego koło mnie chłopaka.
Problem w tym, że wiedziałam o tym, że nie będzie. Carlos był szczęśliwy z Reachel. Pasowali do siebie. A ja nie chciałam stawać mu na drodze do szczęścia. Nawet kosztem swojego. Wiem, że powinnam cieszyć się jego szczęściem, ale cóż.. Jestem egoistką i nic na to nie poradzę.

-Który z nich, według was najlepiej wygląda w kąpielówkach?- Zaśmiałam się słysząc pytanie Reachel.
-Sama nie wiem.. Ogólnie są dobrze zbudowani. Ale chyba stawiałabym na Jamesa. Sorki, Em.- Posłałam jej przepraszające spojrzenie. Dziewczyna się zaśmiała.
-Nie martw się. Ja też tak myślę. Ale Carlos też prezentuje się całkiem dobrze.
-Tak, trzeba mu to przyznać. Ale oni nie dorastają Loganowi do pięt.- Karola także wkręciła się w naszą rozmowę.
-No ale spójrz na nich! Spójrz na Jamesa. Teraz na Logana. Teraz na Carlosa. I znowu na Logana. Teraz na Kendalla. I ponownie na Logana. Nadal utrzymujesz swoje zdanie?- Zwróciłam się do mojej przyjaciółki.
-No pewnie.- Wyszczerzyła się, a ja tylko wykręciłam oczami.
-Wszyscy są mega seksowni.- Podsumowałam.
-Zgodzę się z tobą.
-Ładnie to tak plotkować o przyjaciołach?- Słysząc szept Logana tuż przy moim uchu lekko podskoczyłam.
-Idioto! Nie strasz mnie! Jak ty się tu znalazłeś?- Odwróciłam się w jego stronę.
-Przyszedłem tu, jak byłaś zajęta rozmową o naszych klatach.- Uśmiechnął się cwaniacko.
-Podsłuchiwałeś.- Zmrużyłam oczy.
-Może..- Przeciągnął samogłoski.- Chodź do wody. Dziewczyny już się kąpią.
Przeniosłam wzrok na wodę. Wszyscy świetnie się bawili.
-Nie mam ochoty.-Lekko się do niego uśmiechnęłam.
-Chodź..
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Jesteś pewna?
-Tak.-I w tym momencie powinnam pożałować swoich słów. Logan delikatnie usiadł mi na brzuchu tak, że musiałam położyć się na ręczniku i zaczął gilgotać. Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
-Logan! Nie…przestań…proszę…
Ale on, na moje nieszczęście, nie miał w planach zostawienia mnie. W pewnym momencie coś go olśniło. Przestał.
-Patrzy?- Spojrzałam na niego zdezorientowana.
-Co?
-Carlos.- Udałam, że się poprawiam i zerknęłam w tamtą stronę.
-Patrzy.
-Tylko nie bądź później na mnie za to zła.
Chłopak zdjął ręce z mojego brzucha i ujął moje dłonie w swoje, po czym położył je po obu stronach mojej głowy. Sam pochylił się nade mną. Wiedziałam, co zaraz nastąpi. Wiedziałam, co on ma zamiar zrobić. Wiedziałam, że to nie jest fair w stosunku do reszty. Dlaczego więc tego nie przerwałam..? Nie wiem. Wiem tylko, że chwilę później poczułam na swoich ustach jego gorące wargi. Dziwnie czułam się, całując przy wszystkich na plaży z przyjacielem. Jednak, jeśli to miało w czymkolwiek pomóc, chciałam zaryzykować. Wszystkie myśli, które do tej pory kłębiły się w mojej głowie gdzieś się ulotniły. Całował nieziemsko! Po jakimś czasie, bo nie wiem czy minęło kilka sekund, czy minut, odsunął się ode mnie. Uśmiechnął się bardziej do siebie, niż do mnie. Założyłam włosy za ucho i spuściłam wzrok. Nie umiałam uporządkować myśli. Chłopak wstał ze mnie i pomógł mi zrobić to samo.
-To co..? Pójdziesz ze mną do wody?- Uśmiechnął się.
-A mam inne wyjście?- Logan wzruszył ramionami i przerzucił sobie przez ramię, na co pisnęłam. Domyśliłam się, że chłopak ruszył w stronę wody. Wisiałam tak na jego ramieniu nie wiedząc,co robić. Gdy był już blisko wody zmienił moją pozycję. Włożył ręce pod moje plecy i kolana, na co ja objęłam jego szyję rękoma. Zaczął wchodzić do wody coraz głębiej, zbliżając się do naszych przyjaciół. Gdy moje ciało po raz pierwszy zetknęło się z wodą cicho pisnęłam. Woda była lodowata.
-Mógłbyś mnie puścić?- Spojrzałam na mojego przyjaciela, jednocześnie podnosząc brwi do góry.
-Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?
-Tak.. Dlatego o to proszę.- Loggie bardzo dosłownie spełnił moją prośbę. Opuścił ręce, przez co z głośnym piskiem wpadłam do lodowatej wody. Będąc pod powierzchnią postanowiłam się odegrać. Chwyciłam nogę szatyna i pociągnęłam w swoją stronę, przez co jego twarz była teraz na wysokości mojej. Wynurzyłam się, po czym widząc miny przyjaciół, zaśmiałam. W tej chwili głowa Logana pojawiła się w zasięgu mojego wzroku.
-Jesteś wredna.- Chlapnął mnie.
-Do usług.- Zrobiłam to samo.
-Ja podziękuję za takie usługi.- Przekręcił oczami, na co się zaśmiałam. Czułam na sobie palący wzrok dwóch osób. Pewnie domyślacie się, jakich. Głupio mi było przed Karolą. W końcu, ona o niczym nie wiedziała. Na pewno ma mi to za złe. Ale czego się nie robi dla miłości? Albo.. Jej braku. Bo to raczej to bardziej pasuje do mojej sytuacji z Carlosem..

 No i jest! Podczas pisania tego rozdziału zdałam sobie sprawę z tego, że kompletnie nie umiem pisać scen pocałunku. No, ale co zrobić?  Zapraszam do komentowania. I dziękuję Karolinie za pomoc ;** Do następnego!

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 20.


                                    *Sabi*

Następnego dnia obudził mnie Kendall, wręcz wskakując do mojego łóżka.
-Wstawaj! Idziemy na plażę. Masz piętnaście minut na ubranie się!
Odwróciłam się tyłem do niego.
-Daj mi spokój.. Chcę spać.-Włożyłam głowę w poduszkę. Chłopak westchnął i wyciągnął mnie z łóżka.- Co ty robisz?! Postaw mnie! –Spanikowałam. Chłopak widząc moją reakcję lekko się zaśmiał. Na wszelki wypadek objęłam go rękami wokół szyi.
-Spokojnie, mała.- Blondyn zaniósł mnie do łazienki, posadził na pralce i kazał na siebie poczekać. Po chwili przyszedł z moim strojem na dzisiejszy dzień.- Masz 10 minut. Jeśli po tym czasie stąd nie wyjdziesz, osobiście cię przebiorę.
Przekręciłam oczami i wygoniłam go z łazienki. Uśmiechnęłam się do siebie wspominając wczorajszy wieczór. Kendall przyszedł pomóc mi się rozpakować, a gdy już to zrobiliśmy zostaliśmy u mnie w pokoju. On za dużo o mnie wie.  Nie chcąc tracić czasu przebrałam się z ciuchy przygotowane przez blondyna. Muszę przyznać, że chłopak na gust.
                         
Po kilku minutach weszłam gotowa do pokoju i zastałam tam Kendalla patrzącego na zegarek. Podniósł wzrok i zlustrował mnie od góry do dołu.
-I niech ktoś mi powie, że nie mam gustu.- Przekręcił oczami i wstał z łóżka.
-Jaki skromny. Poza tym.. Nie cierpię sukienek. Dlaczego karzesz mi w tym chodzić? - Cicho się zaśmiałam. Kend wzruszył ramionami, uśmiechając się pod nosem.
- Ślicznie wyglądasz. Chodźmy.- Przepuścił mnie w drzwiach i zeszliśmy na dół.
Wszyscy już siedzieli z salonie.
-Cześć wszystkim!- Od razu skierowałam się w stronę kuchni. W odpowiedzi usłyszałam prawie wszystkie głosy. Mówię ‘prawie’, bo nie usłyszałam tego najważniejszego. Carlos tylko na mnie spojrzał i wrócił do konwersacji z Reachel. Weszłam do pomieszczenia i na stole zauważyłam talerz z kanapkami.
-Nie musisz dziękować. Kawę, czy herbatę?- Logan stanął przy blacie i posłał mi pytające spojrzenie.
-Herbata.- Lekko się do niego uśmiechnęłam i zajęłam jedzeniem. Po chwili przede mną stał parujący napój, a chłopak zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy, młoda.
-Jestem tylko dwa lata młodsza!- Oburzyłam się. Loggie się zaśmiał.
-No właśnie.
-A dobra. Daj spokój.- Przekręciłam oczami i dokończyłam kanapkę. Wstałam i pozmywałam po sobie. Usłyszałam głos Logana:
-Naprawdę aż tak bardzo go kochasz?
Odwróciłam się w jego stronę i westchnęłam.
-Aż tak bardzo to widać?- Chłopak wzruszył ramionami.
-Dla mnie cholernie. Ale on tego nie zauważa.
-I cieszy mnie to. Przecież ma dziewczynę.
-Ale.. Ja widzę, że on coś do ciebie czuje.
-Daj spokój, Loggie.  Wydaje się być z nią bardzo szczęśliwy.
- Może po prostu to sobie wmawia? Gdzieś w podświadomości wie, że wzbudzi tym twoją zazdrość.
-Ale po co on miałby wzbudzać moją zazdrość?- Nie do końca zrozumiałam.
-Czy ja wiem? Może się w tobie zakochał? Ja osobiście odnoszę takie wrażenie. Możliwe, że próbuje wyprzeć te uczucia. Boi się Ciebie stracić?  Boi się jak zareagujesz. Więc postanowił je zdławić w sobie. Proste.
-Może dla Ciebie.
-Wątpie. Może ty też spróbujesz.. No nie wiem.. Udawać, że wszystko jest dobrze? Pokazać, że możesz się bawić bez niego.
-Nie wiem. Na pewno nie o to chodzi.
-Skąd masz tą pewność?- Logan stanął koło mnie i spojrzał mi w oczy.
-No.. Niby nie mam..
-No właśnie. Wystarczy, że będzie widział nas w jednoznacznych pozycjach. Co ty na to?
-Logan.. To nie jest fair.
-Wiem, że nie jest. Ale robimy to dla jego dobra. On nigdy nie będzie do końca szczęśliwy, skoro będzie dusił swoje uczucia.
-Ale w takim razie, co z Karoliną?- Chłopak się zmieszał. Podrapał się po karku.
-A co ma być?
-Nie rób ze mnie idiotki. Widzę, że Ci się podoba.-Przekręciłam oczami.
-Może trochę.- Mruknął.- Ale czego się nie robi dla przyjaciół?
-Zobaczymy.. Dzięki..
-Nie masz za co mi dziękować..- Posłał mi uśmiech.
-Uwierz, że mam. Wracamy do nich?
-A mamy inne wyjście?
-Niekoniecznie.- Wzruszyłam ramionami.
-No właśnie.- Posłał mi uśmiech i pociągnął mnie za rękę do salonu.

Tak, wiem, że ten rozdział to jeden wielki dialog. I wiem, że późno się pojawił. Przepraszam ._.  Mogłybyście napisać mi, co wam się nie podoba w moim pisaniu?  Chciałabym robić to jak najlepiej. ;3 nie będę się rozpisywać, do zobaczenia w następnym rozdziale.

Okey. Ostatnia rzecz. Karola, nie jesteś zła, prawda? Poza tym, właśnie zdałam sobie sprawę, że ten rozdział jest beznadziejny ._.


Okey. To jest ostatnia rzecz. Doszłam już do 20 rozdziałów! ^^

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 19.


                              *Sabi*

-Sabi, masz ochotę na spacer? Zobaczyłabyś trochę los Angeles. Oczywiście w najbliższych dniach was oprowadzimy, ale na takim spacerze też możesz dużo zaobserwować.
-Czemu nie? Chętnie się przejdę.- Popatrzyłam na Latynosa.
-No to co? Ubierz się i możemy wychodzić.- Zlustrował się wzrokiem od góry do dołu, a ja zorientowałam się, że mam na sobie piżamę. Zaczerwieniłam się
-Jasne. Daj mi 10 minut.- Wybrałam ciuchy i szybkim krokiem udałam się do łazienki. Po chwili uśmiechnięta wychodziłam z pomieszczenia. Carlos siedział gotowy na moim łóżku. Słysząc moje kroki podniósł wzrok znad telefonu, zablokował ekran i wsadził urządzenie do kieszeni spodni. Lekko wstał z łóżka i podszedł do mnie z uśmiechem.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki.- przekręciłam oczami i pociągnęłam chłopaka w stronę wyjścia
Idąc uliczkami zachwycałam się wszystkim, co napotkały moje oczy.
-Widzę, że Ci się tu podoba.- Usłyszałam śmiech Latynosa i spojrzałam w jego brązowe oczy.
-Tu jest ślicznie.
-Przyzwyczaisz się do tego miejsca. Za niedługo będzie to dla Ciebie całkiem normalne.
-Szczerze w to wątpię.- Lekko się zaśmiałam.- Poza tym nie będę miała tyle czasu.
-Uwierz, że będziesz.- Właśnie przechodziliśmy koło wielkiej fontanny.
-Co masz na myśli?- Zatrzymałam się przy niej.
-Nic takiego. Ale cieszę się, że Ci się podoba.
-Podoba mi się wiele rzeczy.- Wzruszyłam ramionami, patrząc ponad ramieniem chłopaka na zapierającą dech w piersiach fontannę.
-Na przykład?- Lekko przybliżył mnie do siebie. Niechętnie oderwałam wzrok od lejącej się wody.
-Nie wiem., nie wiem.
-Podpuszczasz mnie.- Uniósł brwi.
-Może trochę.
-Nieładnie tak.- Położył mi dłoń na talii. Próbowałam o tym nie myśleć.
-Dla mnie ładnie.
-A czy ładne będzie to, co teraz zrobię?- Zapytał i zaczął się do mnie przybliżać. Nagle między naszymi nogami przebiegł dużych rozmiarów pies. Cofnęłam się do tyłu, a zaskoczony Latynos cicho krzyknął, próbując utrzymać równowagę. Jego zmagania poszły jednak na marne. Wpadł do fontanny, a ja zaczęłam się śmiać.
-Ładne.
Chwilę później usłyszałam nawoływanie jakiejś dziewczyny. Pies, który- Dzięki Bogu- Przed chwilą nam przeszkodził podszedł do mnie, a ja zaczęłam go głaskać. Podniosłam głowę i ujrzałam ładną dziewczynę, która kierowała się w moją stronę.
-Danger! Tu jesteś! Wszędzie Cię szukałam.- Przeniosła swój wzrok z psa na mnie.- Dzięki za pomoc. Jestem Julia.- Uśmiechnęła się serdecznie.
-Nie ma sprawy. To ja powinnam mu podziękować. Sabina.- Odwzajemniłam uśmiech. Ta dziewczyna kogoś mi przypominała. Moja ciekawość nie pozwoliła trzymać mi języka za zębami.- Jesteś stąd? Wydajesz mi się jakaś znajoma..
-Jestem z Polski. Przeprowadziłam się tu jak miałam 12 lat. Ty też jesteś z Polski, prawda? Sabina to polskie imię.
-Prawda. Skąd ja Cię…- Carlos nie pozwolił mi dokończyć, ponieważ pociągnął mnie za nogę, przez co wylądowałam na nim.
-Idioto! Jestem cała mokra!- Chciałam wstać, ale Latynos skutecznie mi to uniemożliwiał.- puść mnie!
-Nie.- Zaśmiał się.
-Carlos, puść mnie do cholery. –Spojrzałam mu w oczy.
-A co jeśli nie?- Uśmiechnął się cwaniacko. Postanowiłam sięgnąć po radykalne środki.
-Twoja dziewczyna nie byłaby zadowolona z takiego widoku w gazecie.
Uśmiech Latynosa momentalnie zbladł. Puścił mnie, a ja wstałam i podałam rękę chłopakowi.
-Sorki, mała.- Szepnął.
-Daj spokój.- Przewróciłam oczami. Odwróciłam się w stronę Julii.- Kontynuując.. Na czym skończyłyśmy?- Zmarszczyłam brwi, bo to kompletnie wypadło mi z głowy. Dziewczyna się zaśmiała.
-Nie mam pojęcia.
-Mniej więcej. Masz bardzo fajnego psa.
-Dzięki.-Uśmiechnęła się.
-Sabi.. Musimy się zbierać. Chłopaki pewnie czekają. No i pewnie Reachel przyjdzie.- Przywołałam na twarz uśmiech.
-Spoko.. Jak widzisz musze już lecieć.- Zwróciłam się do dziewczyny.
-Ohh.. szkoda.. Może podałabyś mi swój numer?
-Pewnie- Podałam jej ciąg liczb.- To do zobaczenia?
-Do zobaczenia.- Uśmiechnęła się w moją stronę i tyle ją widziałam. Chwilę później wchodziłam do domu. Usłyszałam głosy chłopaków, Karoli, Emmy i jeszcze jednej dziewczyny. Tego głosu nie kojarzyłam.
-Reach już jest.- Wszedł do salonu. Postanowiłam zrobić to samo. Zobaczyłam, jak Carlos ciągnie dziewczynę w moją stronę.
-Sabi, to Reachel, moja dziewczyna. Reach, to Sabina, moja przyjaciółka.- Przedstawił nas sobie, a ja sztucznie się uśmiechnęłam
-Miło Cię poznać. Carlos nie potrafi przestać o tobie mówić.- Kątem oka spojrzałam na Latynosa, który spuścił wzrok. O to mi chodziło.
-Mi ciebie też. Z opowiadań Carlosa mogłam wywnioskować, że jesteś bardzo sympatyczną dziewczyną.- Odwzajemniła uśmiech i uścisnęła moją rękę.
-Miło. Z resztą, sama będziesz mogła się przekonać. Pewnie często będziesz tu przebywać.
-Zobaczy się.- Wzruszyła ramionami.
Usiadłam między Kendallem, a Loganem. Reach wydaje się być naprawdę miła. Może ją polubię?  Poczułam ukłucie w bok i spojrzałam na moje lewo. Loggie uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech.
- Wybaczcie mi, ale pójdę do pokoju. Muszę się rozpakować. Rany, jak ja nie cierpię tego robić.- Przewróciłam oczami.
-Jasne, idź. Może później któryś z nas do Ciebie dołączy.- Usłyszałam Kendalla i wstałam z kanapy.
-No to.. życzcie mi szczęścia.- Ruszyłam po schodach na górę. Weszłam do pokoju i dosłownie rzuciłam się na łóżko. Właśnie poznałam dziewczynę chłopaka, którego kocham. To całkiem normalne, czyż nie?


No i jest. Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale miałam w tym tygodniu masę nauki ._.  I co myślicie? Pojawiły się dwie nowe osoby. Julia jest w Bohaterach, a Reach za niedługo powinna się pojawić.

Natalie Schmidt – Czy ty mi grozisz? :O

Paula Rusherka – A wiesz, że to genialny pomysł? I chyba tak zrobie :D

Btw… uwielbiam czytać wasze komentarze :) one bardzo motywują… no nic… Do napisania ;3

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 18.


- Sabi, musze Ci coś powiedzieć..- Spojrzał mi w oczy.- Ja.. Mam dziewczynę.- Po jego słowach poczułam się dziwnie. Sama nie wiem. Nie spodziewałam się tego. Zrobiło mi się smutno. Bo kurcze, ja Go kocham. Przywołałam na twarz uśmiech.
-Gratulacje. Od kiedy z nią jesteś?
-Od jakiegoś tygodnia.- Przygryzł wargę. Zabolało.
-A dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
-Ja sam nie wiem. Tak jakoś wyszło. Przepraszam.- Przytulił mnie. Ja delikatnie się od niego odsunęłam.
- Następnym razem mów mi o takich rzeczach wcześniej, okej?- Uśmiechnęłam się lekko.
-Jasne.- Odwzajemnił uśmiech. Utkwiłam swój wzrok w szybie, a myślami odpłynęłam gdzieś daleko. Nie mogę mieć do niego o to pretensji. Nie mam, o co. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nikim więcej. Carlos ma wolną rękę.
Chwilę później samochód zatrzymał się przed dużych rozmiarów domem. Wyszłam z auta w tym samym momencie co Karola. Nasza reakcja była podobna. Otwarłyśmy szeroko oczy i wpatrywałyśmy się z zachwytem w dom przed nami. Tuż przy uchu usłyszałam szept Latynosa:
-Podoba się?
-Bardzo.- To było dziwne. Nie wiedziałam, dlaczego ten dom wywarł na mnie aż takie wrażenie. Sama mieszkałam w podobnej wielkości budynku. W tym jednak było coś wyjątkowego.
-To się cieszę, bo w przyszłości spędzisz tu niemało czasu.- Wyszeptał stając za mną i kładąc ręce na moich przedramionach.
-Czy ty coś sugerujesz?- Lekko się uśmiechnęłam.
-Oczywiście. Podoba Ci się wizja spędzania tu dużej ilości czasu?- Spytał muskając przy okazji ustami moje ucho. Miły prąd przeszedł po moich plecach.
-To zależy od tego, czy ktoś będzie chciał mi wtedy towarzyszyć.- Odwróciłam się w stronę Carlosa. Stał bliżej niż podejrzewałam. Stanowczo za blisko, bym mogła myśleć racjonalnie.
-Z tobą zawsze i wszędzie. Pytanie tylko, czy moja obecność nie będzie Ci przeszkadzać.
-Nigdy mi nie przeszkadzasz.- Wyszeptałam. Nie zauważyłam momentu, w którym nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Do pocałunku brakowało niewiele. Już prawie. Już mieliśmy się pocałować, lecz usłyszeliśmy krzyk Kendalla.
-Idziecie, czy będziecie tam tak stać?
Szybko odsunęliśmy się od siebie. Zmieszana pociągnęłam chłopaka w stronę domu. Wchodząc do środka czekało mnie kolejne zaskoczenie. Wnętrze było rewelacyjnie urządzone.
-Chodź, pokażę Ci twój pokój.- Udałam się za Carlosem. Po wejściu do pokoju na usta nasuwało mi się tylko jedno słowo.
-Wow.
-Podoba się? Sam tu urządzałem. Chciałem, żebyś czuła się tu jak w domu.
-I udało Ci się to. Tu jest ślicznie! Dziękuje.- Wykrztusiłam nadal w szoku. Odwróciłam się w stronę uśmiechniętego Latynosa i mocno go przytuliłam.
-Cieszę się, że Ci się podoba. I nie ma za co.
-Jest.- Odsunęłam się lekko i pokazałam język.
-Nie, nie ma. I nie kłóć się ze mną, bo nie wygrasz.
-Nad tym poważnie bym się zastanowiła.- Podniosłam brwi.
-To zastanowisz się na dole, bo właśnie tam teraz się udacie. Oglądamy film.- Logan wpadł do ‘mojego’ pokoju.
-Jasne.- Zaśmiałam się i ruszyłam za chłopakiem.- Co oglądamy?
-Szkołę uczuć.- Przekręcił oczami.- Karola nie chciała dać spokoju.- Uśmiechnął się pod nosem.
-Dziękuję! Naprawdę mam dość horrorów.
-Oj tam. Tego nigdy za dużo.
-Mówcie co chcecie. Nienawidzę ich!
-Już to gdzieś słyszałem.- Logan usiadł koło mojej przyjaciółki, więc ja musiałam usadowić się między Kendallem, a Carlosem. Film przebiegł bez żadnych problemów. Nie zabrakło płaczu dziewczyn i narzekania chłopaków. Nie będziemy wnikać.

No i jest kolejny. Wiem, że krótki i nic się w nim nie dzieje, a poza tym długo nie dodawałam, ale nie miałam kompletnie czasu.

Milkaa Henderson - Jednak się nie myliłaś. :D  Przejrzałaś mnie.

Uwielbiam wracać do komentarzy z poprzedniego rozdziału. Zawsze się uśmiecham. Poza tym bardzo dziękuje za 20 obserwatorów! Bardzo, Bardzo! Naprawdę nie wiecie jak się cieszę!
 No nic... zapraszam do komentowania i do zobaczenia w kolejnym rozdziale <3

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 17.


Po obudzeniu mój wzrok automatycznie powędrował ku górze. Mimowolnie się uśmiechnęłam. On jest taki słodki jak śpi. Taki bezbronny. Nawet nie wiem, kiedy moja ręka znalazła się na jego policzku. Lekko musnęłam palcami jego brodę, a na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. ‘’A to świnia’’- Pomyślałam, ale nie przerwałam dotychczasowej czynności. Z uśmiechem mu do twarzy.
-Serio, Carlos? Od kiedy nie śpisz?- Wyszeptałam.
-Od jakiejś pół godziny.- Odszepnął nie otwierając oczu.
-To czemu mnie nie obudziłeś?
-Nie miałem serca. Tak słodko spałaś.
-Dziękuje. Ty też słodko spałeś. A przynajmniej udawałeś. – Fuknęłam.
-Dzięki. Może powinniśmy już wstawać? Jest 8:15, a o 11:00 mamy odprawę. Musimy jeszcze wstąpić do twoich rodziców. Są w pracy.- Nadal szeptaliśmy.
W tym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i podążyłam w stronę drzwi. Po otworzeniu ich zauważyłam Karolę i Logana. Zaraz.. Co? Co on tutaj robi?
-Logan! Co ty tutaj robisz?- Spytałam wtulając się w niego.
-Przyleciałem razem z Carlosem. Nie mówił Ci?- Odsunęłam się od niego i delikatnie pokręciłam przecząco głową. Wpuściłam ich do środka i poszłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie i Latynosowi śniadanie. Podczas, gdy Carlos znosił nasze walizki, ja poszłam się ubrać. Jako, że była już 9:15 postanowiliśmy udać się do moich rodziców.
-Mamo, Puść mnie… Przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata.- Ktoś odchrząknął.- To znaczy… Wyjeżdżam.. ale…kurcze..
-No właśnie. Pozdrów brata, jak go gdzieś tam spotkasz.
-Jasne, że pozdrowię. Będę za wami tęsknić.- Wyszeptałam wtulając się w tatę.
-My za tobą też, misiek.- Odpowiedział całując mnie w czoło.
-Sabi, musimy iść.- Usłyszałam głos Logana. Odsunęłam się od taty, a on zwrócił się do Carlosa.
-Opiekuj się tam Naszą Sabinką.
-Tato! Nie jestem małym dzieckiem.- Zarumieniłam się. Carlito uśmiechnął się, objął mnie w pasie i pocałował w czoło.
-Jasne, że będę. Nie wiem co bym zrobił, gdyby coś jej się stało. Tym bardziej z mojej winy.-Powiedział i wyszliśmy z biura, uprzednio żegnając się z recepcjonistką.

                                *9 godzin później*

-Ale tu jest pięknie! Tak bajecznie!- Zachwycała się Karola. Ja tylko chłonęłam wszystko wzrokiem. Nie dałabym rady nic powiedzieć. Jeszcze większą radość poczułam, gdy przed nami ujrzałam dwie znajome mordki. Ruszyłam biegiem przed siebie i wylądowałam w ramionach Jamesa. On mocno mnie do siebie przytulił i wyszeptał:
-Tęskniłem.
-Ja też.. Bardzo.- To samo było z Kendallem. Gdy się od niego odsuwałam, zauważyłam, że James trzyma za rękę ładną dziewczyną. Moją twarz rozjaśnił jeszcze większy uśmiech.
-Jestem Sabina. A ty to pewnie Emma. James dużo o tobie mówił.- Powiedziałam, a Carlos z Loganem na zmianę zaczęli udawać głos Długowłosego.
-Ale ja za nią tęsknię.
-Ile ja bym dał, żeby tu była.
-Ile ja bym dał, żeby poczuć…- Carlito nie dokończył, bo James, czerwony jak burak podszedł do niego, zatkał mu usta i wysyczał:
-Zamknijcie się.- Emma się zaśmiała.
-Ojj tam, czepiacie się. To słodkie.- Pocałowała Jamesa w policzek a ten się wyszczerzył.- Tak, jestem Emma, ale możecie mówić mi Em.
-Karolina.- Powiedziała moja przyjaciółka.
-Miło nam Cię poznać.- Uśmiechnęłam się.
-Mi też. Nawet nie wiesz jak bardzo! Wreszcie jakieś dziewczyny. Trudno jest wytrzymać samemu z tą bandą niewyżytych napaleńców.- Powiedziała, a ja poczułam, że będziemy się dobrze dogadywać.
-Ładnie to tak mówić o swoim chłopaku i przyjaciołach, hmm?- Powiedział James i lekko ukłuł Emmę w bok. Chwilę później obejmował ją ramieniem.  Ani się obejrzałam, a byliśmy w drodze do domu chłopaków. Widziałam, że Carlos się czymś denerwuje. Lekko trąciłam go łokciem. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co jest?- Zapytałam szeptem.
-Nie, nic..
-Carlos.. Widzę, że coś Cię gryzie… Powiedz, o co chodzi?
- Sabi, musze Ci coś powiedzieć..-Spojrzał mi w oczy.- Ja…


No i jest kolejny rozdział. Myślałam, że w ferie pisanie będzie mi łatwiej szło, a tu jest zupełnie na odwrót. KOMPLETNIE nie mam czasu. Jeszcze jutro robie urodziny i musze to wszystko przygotować. Kolejny na pewno pojawi się szybciej, a wraz z nim kolejna nowa postać. Taka.. Po prostu, ja sama się jej nie spodziewałam :P. Jak myślicie, co Carlos chce jej powiedzieć? No nic. To do następnego i proszę o komentarze.

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 16

*Trzy tygodnie później*
*Oczami Sabiny*

Ten miesiąc minął mi i Karoli na odpoczywaniu. Codziennie rozmawiałam z Carlosem, a trochę rzadziej z resztą chłopaków. Strasznie za nimi tęsknię. Nudno tu bez nich. Przez ten czas, kiedy oni mieszkali u mnie, zdążyłam ich poznać i przyzwyczaić się do ciągłego zgiełku, a teraz otacza mnie cisza. Można tutaj zwariować bez ich ciągłego sprzeczania się. To niebywałe, jak szybko można się przyzwyczaić do obecności drugiej osoby. Za miesiąc wszyscy jakoś się spotkamy. Nie wiem jak ja wytrzymam kolejne cztery tygodnie bez nich. Próbuję jakoś zając swój wolny czas. Dzisiaj na przykład, idę do galerii z Karolą. Mam nadzieje, że to pomoże mi zająć myśli.
*Niedługo później*

Karolina ciąga mnie po tych sklepach. Jak ja nie lubię zakupów! Od około dwóch godzin chodzimy z tę i z powrotem, a ja nic sobie nie kupiłam. Aktualnie siedzę na ławce przed wielką szklaną szybą i wpatruję się w piękne widoki za oknem. Jestem na najwyższym piętrze, więc widok, jaki się stąd rozpościera zapiera dech w piersiach. Rozmyślam o moim życiu i czekam na moją przyjaciółkę. Rozmaite myśli kłębią mi się w głowie, a ona jak na złość nie przychodzi! Czy to możliwe, że zakochałam się w Carlosie? A jeśli nie, to dlaczego myślę o nim w każdej wolnej chwili? Dlaczego tak bardzo chciałabym się do niego przytulić?
W pewnym momencie ktoś zakrył mi dłońmi oczy. Odruchowo moje ręce powędrowały w tym samym kierunku.
-Zgadnij kto to?- Zapytał ktoś zniekształconym głosem.
-Na pewno nie Carlos.- Odpowiadając nawiązałam do tego, o czym przed chwilą myślałam.
-Jesteś tego taka pewna?- Spytał On swoim normalnym głosem, na dźwięk którego wstałam jak oparzona i gwałtownie odwróciłam się w jego kierunku. Osoby, którą ujrzałam kompletnie się nie spodziewałam.
-Carlos!- Krzyknęłam i mocno się w niego wtuliłam. Nie zwracałam uwagi na kilkadziesiąt par oczu zwróconych w naszą stronę. To się w tej chwili nie liczyło.-Tak strasznie tęskniłam.- Wyszeptałam.
-Ja też mała… Ja też..- Odpowiedział mi tym samym tonem. Po chwili się od niego odsunęłam.
-Jak to jest możliwe, że.. Ty… Tu…- Nie potrafiłam się wysłowić. Najwidoczniej on domyślił się, o co chcę zapytać, ponieważ od razu pośpieszył z wyjaśnieniami.
- Trasa po Europie się skończyła i teraz będziemy koncertować tylko po Ameryce, niedaleko miejsca zamieszkania. Smutno nam bez Ciebie, więc pomyślałem, że zrobię chłopakom i tobie niespodziankę i zabiorę Cię ze sobą. Skończysz z nami trasę, a potem pojedziemy do naszego domu. Teraz mamy weekend wolny, więc pojechalibyśmy do nas. Możliwe, że o tym nie wspominałem, ale razem z chłopakami mieszkamy razem. Co ty na to?- Chłopak był zdenerwowany. Stąpał z nogi na nogę niepewnie na mnie patrząc.
-Carlos, Nie denerwuj się tak. Przecież mi się nie oświadczasz. Z chęcią z tobą pojadę. Albo polecę. Mniej-więcej. Oczywiście jeśli nie będę przeszkadzać.- Uśmiechnęłam się. Mojej radości nie dało się opisać słowami.
-Naprawdę?!- Powiedział to chyba troszkę za głośno, bo znów wszystkie pary oczu były skierowane w naszą stronę. Poczułam się niezręcznie, więc pociągnęłam Latynosa za rękę w stronę wyjścia. Przed galerią był mały park, więc ruszyłam w jego kierunku.
-Naprawdę pojedziesz?- Nadzieja była wyczuwalna w jego głosie. Ja tylko kiwnęłam głową i poczułam, że się unoszę. Pisnęłam i dopiero po chwili doszło do mnie, że to Carlos wziął mnie na ręce i kręcił w kółko. Śmiałam się jak nienormalna, dopóki Latynos nie postawił mnie na ziemi. Gdy poczułam grunt pod nogami mocno wtuliłam się w chłopaka. Po jakimś czasie usłyszałam jego głos:
-Może chodź się spakować, co? Jutro rano wylatujemy, a musisz się jeszcze pożegnać z rodzicami.
-No właśnie… Carlos! Oni mogą mnie nie puścić!
-O to się nie martw. Ta sprawa jest już załatwiona. Rozmawiałem z nimi dzisiaj rano. – Uśmiechnął się uspokajająco.
-Naprawdę? Jesteś kochany.- Cmoknęłam go w policzek.- Ejj, zaraz, czekaj… Jesteś tu od rana, a ja dowiaduję się o tym dopiero teraz?!
-Ojj.. Chciałem Ci zrobić niespodziankę.- Spojrzał na mnie ze słodkim uśmiechem.
-Tak sobie to tłumacz. Idziemy do mnie? Bo to u mnie będziesz spał, prawda? Po co pytam, nie masz wyjścia. Idziemy!- Nie dopuściłam go do głosu i pociągnęłam za rękę w stronę domu. Gdy tam dotarliśmy, najpierw z pomocą Carlosa spakowałam walizki, a potem położyliśmy się i oglądaliśmy jakąś komedię. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam wtulona w umięśniony tors Latynosa.

_______________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

No i jest! Wiem, że tekst ‘’-Na pewno nie Carlos’’ jest głupi i oklepany, ale musiałam go tu wstawić. Mam ferie! :D Woo-Hoo!

~MyheroisLogan : Wiesz, że jak pisałam to pożegnanie, wcale o tym nie myślałam? :O pisałam to, co przyszło mi na myśl… Zawsze będziesz wypominać mi tę cholerną latarnię?

No to proszę o komentarze i do następnego!

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 15.


                                 *na lotnisku- Godzina 14:05*

-No i ten… Za chwilę będziemy musieli się pożegnać.
-No co ty, James? Myślisz, że nie zauważyliśmy?- Zapytał markotnie Carlos.
-Będę za wami tęsknić.- Wyszeptałam, a pierwsze łzy znalazły się na moich policzkach.
Latynos w momencie znalazł się przede mną. Ani się nie obejrzałam, a już stałam wtulona w niego.
-Nie płacz…Jeszcze się zobaczymy.- Mówił cichym, spokojnym głosem. Odsunęłam się od niego i przytuliłam kolejno Kendalla, Logana i Jamesa. Potem z powrotem wróciłam do Latynosa i stałam wtulona w niego do czasu, aż usłyszeliśmy głos w głośnikach informujący o odprawie. Niechętnie odsunęłam się od chłopaka.
-Carlos, musimy już iść.- Powiedział Kendall, który swoją drogą od wyjścia z domu nie odezwał się ani słowem i ruszył w stronę bramki. Za nim niechętnie ruszyli Logan i James. Carlos spojrzał mi w oczy i jeszcze raz mocno przytulił.
-Dzwoń o każdej porze dnia i nocy.
-Ty też.- Odpowiedziałam cicho. Carlos pocałował mnie w policzek i podążył za chłopakami nie spuszczając ze mnie wzroku. Zanim zniknął za zakrętem pomachał mi, a ja poczułam, że straciłam ich na zawsze. Zrezygnowana odwróciłam się w stronę wielkiego okna. Po chwili, jak samolot zniknął mi z pola widzenia, podążyłam za moją przyjaciółką. Te dwa tygodnie były bardzo urozmaicone. Pomyśleć, że jeden koncert, jedna chwila uświadomiła mi tak dużo rzeczy. Że ta jedna chwila dała mi czterech wspaniałych przyjaciół. Gdyby nie ona, nie dowiedziałabym się, z jakim debilem chodziłam. Mogę za to wszystko jedynie dziękować i prosić o to, bym została zapisana w ich pamięci, jako ktoś więcej niż jedna z ich fanek. Nie chodzi o to, że źle traktują fanów. Co to, to nie. Chodzi o to, że do fanek nie dzwoni się z głupim pytaniem, co jadła na obiad. Miejmy nadzieje, że utrzymamy kontakt…

                                                  *Kilka dni później*
                                                   *Oczami Carlosa*

Niektóre znane osoby po koncercie idą spać. Inne idą opić udany występ. Mi od kilku dni wystarczy wygodna kanapa i głos ukochanej osoby w słuchawce.
-Hej Carlos, jak tam po koncercie?- Uśmiechnąłem się na dźwięk jej głosu. Rozłożyłem się wygodnie i odpowiedziałem:
-Cześć mała.- Oczyma wyobraźni zobaczyłem Sabinę wywracającą oczami.- Jestem wykończony.
-Nie odpowiem na to, bo musiałabym Cię urazić. Występ się udał?
-Dobrze robisz. Według mnie nie było źle. Ale to tylko i wyłącznie moje zdanie.- Ziewnąłem.
-Jasne, jasne. Na pewno było świetnie. Może idź się połóż, co? Słyszę, że jesteś zmęczony.
-Wolę pogadać z tobą. Nie widzieliśmy się siedem dni, a ja już tak cholernie tęsknie!- Jęknąłem.
-Wiem co czujesz. Mam tak samo. To jest już uzależnienie.- Lekko się zaśmiała.
-Mi to uzależnienie jakoś specjalnie nie przeszkadza.
-Mi też nie. A teraz naprawdę idź się połóż. Słyszę, że jesteś wykończony.
-Ale…-Chciałem zaprotestować, lecz dziewczyna mi przerwała.
-Nie ma żadnego ‘’Ale’’. Jutro masz kolejny koncert, a jak tak dalej pójdzie, to nie wstaniesz z łóżka.
-No dobra.- Mruknąłem zrezygnowany.- No więc dobranoc, śpij dobrze i śnij o mnie.
-Zdecyduj się.- Zaśmiała się i mogę się założyć, że wystawiła język.
-No dzięki! Jesteś bardzo miła.- Burknąłem.
-Szczycę się tym.- Zaśmiała się.- A teraz naprawdę dobranoc. Między nami zapadła cisza, lecz żadne z nas się nie rozłączało.
-Sabi, dlaczego się nie rozłączasz?- Podniosłem brwi do góry.
-Bo to ty masz się rozłączyć.
-Nie, to ty się rozłącz.
-Nie, ty.
-Nie, ty.
-Wiesz, że zachowujemy się jak w jakiejś badziewnej telenoweli?- Zaśmiała się.
-Szczegół.- Wyszczerzyłem się.
-Tak, tak. Naprawdę kończę. Dobranoc.- Dziewczyna się rozłączyła.
-Dobranoc.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się sam do siebie.

______________________________________________________________________________ 

No i jest kolejny rozdział! Jest nudny jak flaki z olejem ._. kompletnie nie wiedziałam co napisać! A do tego ten koncert Justina i kombinowanie biletów…Ale udało się! 25 marca jadę na koncert jednego z pięciu moich przyszłych mężów! Mam tyle nominacji O_O Bardzo wam dziękuje! Postaram się jak najszybciej ogarnąć to wszystko. Btw 24 KOMENTARZE?! Mówiłam wam jak bardzo was kocham? Karola.. Ten twój komentarz był genialny! Musisz częściej takie pisać! Ostatni raz powrócę do rozdziału i powiem, że jest straaaasznie oklepany. No ale nic. Nie obrazicie się, jeśli napisz ‘’kilka tygodni później’’? naprawdę nie mam pomysłu na to ,co mogłoby stać się w trasie. Proszę o komentarze. Jeśli chcecie możecie podawać mi swoje GG lub TT aby was informować o rozdziałach ^^ się rozpisałam O_O do następnego.