poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 35


                                  *Sabi*

-Sabi, proszę cię, obudź się!- Słyszałam jak przez mgłę. Gwałtownie otworzyłam oczy i zaczerpnęłam powietrza. Poczułam, jak jakieś silne ramiona zdecydowanie przyciągają mnie do siebie. Zorientowałam się, że to Carlos. Płakałam. Nie umiałam się uspokoić. A on głaskał mnie po głowie i szeptał uspokajające słowa.
-Spokojnie.. Ty tylko sen.. Tylko sen..
‘’Chyba koszmar’’ Pomyślałam, gdy dałam radę pozbierać swoje myśli. Na myśl o tym śnie mocniej wtuliłam się w chłopaka. On pocałował mnie w czoło. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy, a ja próbowałam się uspokoić. Po dość długim czasie mi się to udało. Wyszeptałam drżącym głosem:
-Proszę, nie zostawiaj mnie..
-Nigdzie się nie wybieram, księżniczko..- Odpowiedział szeptem i odsunął się ode mnie na odległość kilku centymetrów, po czym otarł moje łzy. Jak nigdy potrzebowałam poczuć jego obecność. Mocno go przytuliłam. Ten sen był tak realistyczny.
-Co ci się śniło?- Zapytał, jakby z lękiem. Jakby bał się, że wkracza na cienki lód. A może faktycznie tak było?
-Ty..- dziwnie było mi się do tego przyznać. Jakbym co najmniej wyznawała mu swoją tajemnicę. Ale.. Głupio było mi przyznać, że to na niego tak zareagowałam.
-A tak dokładniej?- Poczułam niebezpieczny uścisk w żołądku. W moich oczach automatycznie pojawiły się łzy, a dzisiejszy sen przeleciał mi przed oczami. Przełknęłam narastającą gulę w gardle i wyszeptałam ledwo słyszalnie:
-Umarłeś.
Chłopak wyprostował się i delikatnie mnie od siebie odsuwając, spojrzał w moje nijakie tęczówki.
-I to dlatego tak zareagowałaś?
Niedostrzegalnie pokiwałam głową. Carlos delikatnie się uśmiechnął.
-Hej.. Nie warto..
Gwałtownie pokiwałam przecząco głową. Nikt nie jest bardziej warty moich łez. I wtedy coś do mnie dotarło. Uderzyłam się dłonią w czoło. Mój przyjaciel przyglądał mi się z zainteresowaniem.
-Wszystkiego najlepszego Carlito.
Bez zastanowienia delikatnie musnęłam jego usta, po czym się odsunęłam. Chłopak zaskoczony moim gestem jedynie słodko się uśmiechnął.
-Dziękuję
-Przepraszam.
Wypaliliśmy w tym samym momencie. Carlos spojrzał na mnie zdziwiony.
-Za co?
Westchnęłam.
-Są twoje urodziny, a ty musisz spędzić je tutaj. Powtórzę się i powiem, że gdyby nie ja siedziałbyś z chłopakami i świetnie się bawił.- Spuściłam wzrok i poczułam nieprzyjemną gulę w gardle.
-Co z tego, jeśli nie wiedziałbym, jak to jest kochać?
Poczułam, jak pieką mnie policzki. On wiedział co zrobić, bym nie wiedziała co powiedzieć. Wpatrywałam się w jego brązowe tęczówki, a jego twarz zaczęłam zbliżać się do mojej. Niechętnie przekręciłam głowę w bok.  Głowa Carlosa zatrzymała się centralnie przed moim policzkiem. Westchnął i delikatnie musnął go ustami. Przygryzłam wargę.
-Nie tutaj, nie teraz.
Chłopak ponownie przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. Strasznie się bałam. To czekanie, w sumie nie wiedząc na co strasznie mnie dobijało. Fakt, że Łukasz jest zdolny do wszystkiego wcale nie ułatwiał sprawy.

__________________________________________________________________________

No i jest kolejny. Jak się podoba?  Jestem za przewidywalna.

myheroislogan : I jak tam z tym oświeceniem? :D

Wiktoria Kaczmarek :  Przejrzałaś mnie ._.

Ejj, to świetne uczucie, pół roku temu to ja groziłam ludziom, teraz wy grozicie mi. Jak miło ^^
 Powiem tylko, że nie umiałabym mu tego zrobić.
Jest coraz mniej komentarzy.
Następny pojawi się za pięć dni. (Sobota)
Do następnego <3

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 34


                                     *Carlos*

Od godziny wsłuchiwałem się w miarowy oddech Sabi. Cieszyłem się, że zasnęła. Ja jednak nie miałem zamiaru pójść w jej ślady. Musiałem za wszelką cenę ją chronić. Biorąc pod uwagę nasze położenie nie wychodziło mi to za bardzo. Ale ona musiała wyjść z tego magazynu cała i zdrowa. W tym momencie nie obchodziło mnie, czy kiedyś ze mną będzie, mogła nawet wyjechać, jeśli bardzo by tego chciała. To co, że rozrywałoby mnie od środka. Chciałem tylko mieć pewność, że nic jest nie jest. Czy się bałem? Muszę przyznać, że cholernie. Nie o siebie, a o nią. Dopiero było tak dobrze, odzyskałem jej zaufanie, przyjaźń. Nie mogłam stracić tego tak na starcie. Patrzyłam na jej spokojną twarz. Jest taka piękna. To nie powinno mieć miejsca. Ale ona stąd wyjdzie. Cokolwiek miałoby się stać, wyjdzie.

                                                 *Sabi*

Delikatnie otworzyłam oczy i rozejrzałam się. A jednak to nie był sen? Spojrzałam na Carlosa. Przyglądał mi się.
-Długo spałam?
-Całą noc.. Jest 9.
-A ty?
-Nie spałem. Nie byłem śpiący.
‘’Jasne’’ Pomyślałam. Było widać po jego oczach, że jest wykończony. Przejechałam dłonią po włosach. Już miałam coś powiedzieć, ale przerwało mi otwieranie ciężkich, mosiężnych drzwi. Mocniej wtuliłam się w Carlosa i spojrzałam w tamtym kierunku. Łukasz podszedł do mnie i szarpnął moje ramię.
-Idziesz ze mną.
Zadygotałam, ale nie miałam zamiaru się odezwać.
-Głucha jesteś? Idziemy!- Złapał mnie za rękę i mocno pociągnął, przez co Carlos rozluźnił uścisk, a ja wylądowałam w ramionach mojego byłego. Gwałtownie się odsunęłam. Carlos szybko wstał i chciał do mnie podejść, ale Łukasz był szybszy. Złapał mnie w pasie i jednym gwałtownym ruchem przyciągnął do swojego torsu. Chciałam się wyrwać, ale on zrobił coś, czego w życiu się nie spodziewałam. Wyciągnął pistolet. Skąd on go miał?! Poczułam, że robi mi się słabo. Głośno przełknęłam ślinę. Carlos zacisnął szczękę i warknął:
-Zostaw ją.
Łukasz wrednie się zaśmiał.
-W snach. Mówiłem, że ona będzie moja.
Poczułam nieprzyjemny uścisk w żołądku.
Późniejsze wydarzenia działy się tak szybko. Saniecki odwrócił moją głowę w stronę swojej i pocałował. Carlos w jednej chwili znalazł się koło nas i uderzył Łukasza. Ten puścił mnie i… Wystrzelił. Tak po prostu wystrzelił. Serce podeszło mi do gardła. Zadawałam sobie pytanie: W którą stronę?
Długo nie musiałam czekać. Ciało Carlosa bezwiednie opadło na ziemię. Przerażona szybko do niego podeszłam i upadłam na kolana.
-Carlos, proszę, odezwij się. Carlos. Wszystko w porządku?- Mówiłam jak w amoku, a słona ciecz spływała po moich policzkach. Chłopak nie otwierając oczu wyszeptał tylko:
-Kocham Cię.. Bez względu na wszystko..
Zacisnęłam jedną dłoń na jego koszulce.
-Carlos nie zostawiaj mnie. Odezwij się. Kocham Cię.
Chłopak na reagował, zaniosłam się jeszcze większym płaczem. Łukasz do mnie podszedł i szarpnął za ramię.
-Idziemy.
Nie zwracałam na niego uwagi, trzymałam Latynosa za rękę i prosiłam, by się odezwał.
-Sabi.. Sabina! Kochanie..
-Nie mów tak do mnie!- Wstałam i zaczęłam na oślep bić go po torsie.- Ja go kochałam! Kochałam!

_____________________________________________________________________

Kolejny za pięć dni (Poniedziałek) . Wiecie, że was kocham, prawda?

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 33


 Przy obudzeniu towarzyszył mi pulsujący ból z tyłu głowy. Delikatnie otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu zorientowałam się, że promienie słońca nie drażnią moich oczu, jak zawsze. Rozejrzałam się. Było dosyć ciemno. Obdrapane ściany i jedno małe okno u góry pomieszczenia. Poczułam, jak ktoś obejmuje mnie ramieniem. Spojrzałam na tą osobę. Carlos.
-Gdzie my jesteśmy?- Z jego oczu dało się wyczytać zaniepokojenie.
-W jakimś magazynie. Nic więcej nie jestem w stanie Ci powiedzieć.
Odruchowo sięgnęłam do kieszeni, lecz nie znalazłam w niej telefonu.
-Gdzie jest mój telefon?!
-Sabi.. Spokojnie.. Oni myślą, że my śpimy.. Niech tak zostanie.. Ja też nie mam swojego.
-Jacy oni?- Powiedziałam znacznie ciszej, niemalże szeptem.
-Ci, którzy nas tu przywieźli, porwali, nie wiem jak to ująć.
-O czym ty mówisz?- Otworzyłam szeroko oczy. Zaczęło docierać do mnie nasze położenie. Nie podobało mi się to.
-Próbuję delikatnie uświadomić ci, że ktoś nas porwał.
Delikatnie rozwarłam wargi. Jak to ktoś nas porwał?! W moich oczach automatycznie pojawiły się łzy. W oczach Latynosa malowała się troska.
-Nie.. Kochanie, nie płacz..- Delikatnie przejechał dłonią po moim policzku. Moja warga niebezpiecznie zadrgała, a łzy, które jeszcze przed chwilą znajdowały się w moich oczach znalazły ujście. Mój przyjaciel mocno mnie przytulił, jakby oddzielając od tego miejsca. Poddałam się temu i wtuliłam w niego cicho popłakując. To nie mieściło mi się w głowie. Dlaczego to w ogóle miało miejsce? Carlos co chwilę szeptał jakieś uspokajające słowa, które- Nie ważne, jak bardzo bym tego chciała- nie pomagały. Gdy drzwi delikatnie się uchyliły, wpuszczając do pokoju stróżkę światła, znieruchomiałam. Kurczowo chwyciłam się koszulki Carlosa i wtuliłam głowę w zagłębienie jego szyi. Latynos szczelniej mnie objął. Spiął się i przez chwilę nikt się nie odzywał, naraz jednak usłyszałam jego nasączony jadem głos:
-Łukasz..
Gwałtownie się wyprostowałam i spojrzałam na mojego przyjaciela, który wręcz ciskał piorunami z oczu. Delikatnie odwróciłam się i napotkałam wzrok mojego byłego chłopaka. Spięłam się i poczułam, że ramię Latynosa przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie- o ile to w ogóle było możliwe. Pierwszy odezwał się Łukasz:
-Co za urocza scenka.
Na dźwięk jego głosu wzdrygnęłam się. Dawno go nie słyszałam. I myślałam, że tak zostanie.
-Czego chcesz?- Wyszeptałam, bo głos uwiązł mi w gardle i na więcej niż szept nie było mnie stać. Łukasz się zaśmiał.
-Ciebie.
Przeklęłam siebie w myślach. Po co ja o to zapytałam?
-Więc po cholerę wplątujesz w to Carlosa?!- Uniosłam się. Carlos zaczął gładzić ręką moje ramię.
-W sumie nie wiem.. Z resztą, o czym ja będę z wami rozmawiał? Widzimy się później, kochanie.- I tyle go widziałam. Wyszeptałam jeszcze, bardziej do siebie „Nie mów do mnie kochanie’’. Przez chwilę wraz z Carlosem trwaliśmy w ciszy. Dochodziło do mnie to, co się stało. Stanowczo mi się to nie podobało. Po raz kolejny dzisiejszego dnia z moich oczu popłynęły łzy. Carlos otarł je jednym ruchem ręki, odwrócił mnie przodem do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego, jak małe dziecko tęskniące za mamą. Bałam się. Nie wiedziałam, co on chce zrobić. Nie wiedziałam, do czego jest zdolny. Całkiem niedawno zdążyłam się przekonać, że tak naprawdę go nie znałam.  Przed oczami stanął mi mój przyjaciel podpięty do kroplówek. Jeszcze bardziej przyciągnęłam go do siebie.
-Spokojnie księżniczko..
Głęboko odetchnęłam.
-Jak mogę być spokojna w takiej sytuacji?
-Bierz przykład ze mnie..
Odsunęłam się od niego i uważnie studiowałam jego oczy. Malowała się w nich troska i pewnego rodzaju zaniepokojenie. Był spokojny, albo po prostu sprawiał takie wrażenie.
-Jak to możliwe, że jesteś taki spokojny? Jak możesz być spokojny po tym, co się stało?
On delikatnie się uśmiechnął.
-Wystarczy mi twoja obecność. To, że jesteś przy mnie. Ale w tej sytuacji jednak wolałbym, żebyś siedziała bezpiecznie w domu.
Zwalczyłam w sobie chęć pocałowania go. To nie było odpowiednie miejsce ani okoliczności do wyznawania uczuć. Spuściłam wzrok. On objął mnie ramieniem i delikatnie pocałował w czoło. Ponownie się do niego przytuliłam. On usiadł wygodniej na łóżku, bo w sumie tylko ono było w tym pomieszczeniu i jednym, zwinnym ruchem posadził mnie sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę, a ja położyłam mu głowę na ramieniu. Ponownie zamknął mnie w swoich objęciach. Przymknęłam oczy.
-Która jest godzina?
Chłopak zerknął na zegarek, którego-o dziwo- mu nie zabrali i wyszeptał:
-Późna.. Śpij..
-Żartujesz? Nie zasnę.- Przeniosłam na niego swój wzrok.
-Jesteś wykończona. Dobranoc.
Westchnęłam. Nie uda mi się. Ale w sumie mogę spróbować, prawda? Delikatnie pocałowałam go w policzek i ponownie położyłam głowę na jego ramieniu. Przymknęłam oczy, a chłopak zaczął coś nucić. W sumie, nie znałam tej piosenki, na pewno nie była od Big Time Rush. Dało się przy niej świetnie wyciszyć. Taka ucieczka od rzeczywistości. A może faktycznie tak było?

___________________________________________________________________________

Jak obiecałam- Jest kolejny.

~MyheroisLogan : No, Karolinko i tak możesz wbić! xD

Wasza reakcja była naprawdę ciekawa. Zobaczymy co będzie po następnym rozdziale.

Kolejny pojawi się za pięć dni, czyli w Środę. Do napisania ;)

Jeszcze jedno! Głosujcie w ankiecie, jestem ciekawa ile was tu jest.

I jeszcze jedno xD Wbijecie na mojego drugiego bloga? ;3

http://btr-new-story-by-sablex.blogspot.com/

Piszę go z Olą, byłoby miło ;)

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 32


delikatnie pomógł mi wstać. Bez słowa się w niego wtuliłam. Carlosa najwyraźniej zaskoczył ten gest, bo dopiero po chwili objął mnie ramionami i przygarnął do siebie. Moje serce zabiło zdecydowanie szybciej niż powinno. Zdecydowanie za długo tego nie czułam. Latynos pocałował mnie w czubek głowy, a ja odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam.
-Wracamy?- Carlos słodko się uśmiechnął i otworzył mi drzwi od samochodu. Wsiadłam do niego, a mój przyjaciel okrążył auto i usiadł na miejscu kierowcy. Ruszył. Przez pierwszą część drogi wpatrywałam się w mijane budynki. Później przeniosłam wzrok na uśmiechniętą twarz Carlosa. Studiowałam każdy najmniejszy szczegół jego prawego profilu. Całkowicie mnie to pochłonęło.
-Sabi.. Słyszysz mnie?
Zamrugałam kilka razy. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli.
Carlos patrzył na mnie z cwanym uśmiechem.
-Tak, słyszę.
-W takim razie mogłabyś odpowiedzieć na moje pytanie?
To wpadka. O co on mógł zapytać?
-Tak, tak.
Chłopak parsknął śmiechem. Czyli jednak nie trafiłam?
-Nie no.. wiesz, dobrze wiedzieć.
Zorientowałam się, że stoimy. Kiedy dojechaliśmy? Dałam za wygraną.
-Dobra. O co spytałeś?
-Pytałem, czy naprawdę jestem taki pociągający, bo patrzyłaś na mnie przez ponad 15 minut.- Wyszczerzył się, a ja uderzyłam dłonią w czoło. Poruszyłam głową, by włosy opadły mi na twarz. Chciałam ukryć rumieńce na moich policzkach. Chłopak sięgnął dłonią do moich włosów i założył kilka kosmyków za ucho.
-Wiesz, że jak się rumienisz wyglądasz jeszcze piękniej?
Zachichotałam. Co? Ja? Niemożliwe!
Carlito słodko się uśmiechnął i wysiadł z auta, po czym okrążył je i otworzył mi drzwi.
Wysiadłam nadal lekko oszołomiona.
-Wracamy do domu, czy masz ochotę na spacer?- Spojrzał na mnie wyczekująco.
-Nie wiem.. Możemy się przejść.
Latynos delikatnie się uśmiechnął, zablokował auto i razem ruszyliśmy w stronę najbliższego parku. Taki bieg wydarzeń bardzo ułatwił mi sprawę. Nadal nie wymyśliłam nic na dzień jutrzejszy, jednak nie będzie tak trudno, jak mi się wydawało. Mogę z nim swobodnie porozmawiać i wyciągnąć go chociażby do sklepu. Chyba właśnie tak zrobię. Chodziliśmy po rozmaitych uliczkach. Ściemniało się. Co było dalej? Nie wiem. Pamiętam tylko krzyk Carlosa i straszliwy ból głowy. Później już tylko ciemność.

________________________________________________________________________
Jeny, Karolina Wariatko xD Ładnie tak zmuszać ludzi do czytania tego badziewia? xD

Jak obiecywałam, jest nowy rozdział. Co myślicie? Jak się podoba?

W sumie, nie zrobię już tego z komentarzami. Dziękuję każdemu, kto skomentował.

Następny pojawi się w piątek, pasuje? :D  Chyba, że będzie duża liczba komentarzy.


~aduss_angelika :   Ja Ciebie też <3

~Mishiranu Hito : Przepraszam.

Do następnego ^^



piątek, 31 maja 2013

Rozdział 31


                                           *Sabi*

Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Ty wiesz, że jesteś głupi, prawda?
-Co? Dlaczego?- Zmarszczył brwi.
-Od kogo są te sms’y?
Chłopak przejechał wzrokiem po ekranie mojej komórki.
-Od.. Jakiegoś Szymka.
-A jak nazywa się mój brat?
Chłopak już chciał odpowiedzieć, ale w porę skapnął się, do czego dążę. Uderzył  dłonią w swoje czoło, a ja zwycięsko się uśmiechnęłam. Karola nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Carlos także parsknął śmiechem. Brunet oddał mi mój telefon. Przejechałam wzrokiem po twarzach przyjaciół.
-To co? Idziemy jeść?

                             *Następnego dnia*

                            ~ sms wysłany~

Ostatnia wiadomość do moich przyjaciół została wysłana. Teraz wystarczyło tylko na nich czekać. Pierwszy pojawił się James.
-Co jest tak ważną sprawą?
-Cicho bądź, usiądź i czekaj na resztę.- Uciszyłam go, a on usiadł koło mnie na łóżku. Później w moim pokoju pojawili się kolejno: Kendall, Logan z Karoliną i Emma.
-Wypadałoby pomyśleć o urodzinach Carlosa.-Przejechałam wzrokiem po twarzach przyjaciół.
-Więc co proponujesz?- Logan podjął temat.
-Nie wiem. Co byście powiedzieli o jakiejś imprezie? Wiem, że to takie pospolite, ale innego pomysłu nie mam.
-W sumie to dobry pomysł. A te urodziny mu jakoś urozmaicisz. Coś wymyślisz.- Na wypowiedź Kendalla Karola parsknęła śmiechem.
-Tak, tak. Urozmaicisz.- Wyszczerzyła się. Wzięłam leżącą koło mnie poduszkę i rzuciłam w jej stronę. Ona nie byłaby sobą, gdyby ją złapała. Przeklęła mnie pod nosem i odrzuciła poduszkę. Odłożyłam ją na jej miejsce.
-Trzeba to jakoś uzgodnić, nie sądzicie?- Emma na mnie spojrzała.
-Proponowałabym, żebyś to ty zrobiła tort.- Zwróciłam się do niej.- Karolinie wolę w tym wypadku nie ufać, więc ona zajmie się listą gości. Któryś z chłopaków może jej pomóc, bo wy bardziej wiecie, w jakim towarzystwie on się obraca. James zajmie się jedzeniem. Kendall, ty ogarniesz muzykę, w sumie, Julia może Ci pomóc. Ja z Loganem zajmiemy się domem. Pasuje?- Mój pomysł spotkał się z aprobatą przyjaciół. Uśmiechnęłam się.
-Ktoś musiałby zabrać stąd Carlosa. Żeby się nie domyślił.
Co za ironia. Na słowa Jamesa każda para oczu z tym pokoju skierowała się na mnie.
-Nie no, ludzie, na mnie nie patrzcie.- Uniosłam dłonie w geście bezradności.
-Ale Sabi! Kto inny z nas mógłby go zająć, jak nie ty?- Przekręciłam oczami.
-No każdy!
-Jasne, ale to już jest przesądzone. Musisz coś wymyślić.- Kendall poklepał mnie po ramieniu.
                                          *Wieczorem*

Warto przed snem poprzemyślać parę spraw. Nie wierzę, że dałam się w to wrobić. Jak mogłabym go zająć, nie mając ochoty przebywać z nim sam na sam? Najgorsze jest to, że codziennie rano obiecuję sobie, że nie będę zwracać na niego uwagi, a jak przychodzi co do czego zapominam o wszystkim. Do tej pory dawałam radę, bo zawsze był z nami ktoś jeszcze. W jego urodziny będę musiała spędzić z nim pół dnia sam na sam. Słabo to widzę.


                                                  * 14 sierpnia*
W aucie, na miejscu kierowcy ukazał się Carlos, a obok niego, po drugiej stronie Kendall. Był trochę oszołomiony, gdy zobaczył mnie, Logana i Jamesa na tylnich siedzeniach.
-Co wy tu robicie?- Przeleciał po nas wzrokiem, a w końcu utkwił go w Carlosie, z którym-Jak uważał- miał jechać do ich ulubionego klubu karaoke.
-Jedziemy załatwić pewną sprawę. Trzymaj to. Jej ulubione.- Henderson wsadził bukiet lilii w ręce zdziwionego blondyna.
-Jej?- On nadal nic nie rozumiał. Przekręciłam oczami.
-Julii
Schmidt wytrzeszczył na mnie oczy.
-Ty nierozumny człowieku.- Carlos postanowił wyjawić mu cel naszej wyprawy.- Jedziesz umówić się z Julią na randkę.

___________________________________________________________________________
No i jest! Napisałam rozdział po 3 dniach, na początku nawet tak szybko nie pisałam o.O To aż dziwne. Ale mam wenę, więc korzystam.

Może teraz jakiś szantażyk? Wiem, że nie powinnam, ale wiem, że dużo osób nie komentuje. To tylko taki jednorazowy pomysł. Jak będzie 15 komentarzy, rozdział może pojawić się nawet jeszcze dzisiaj. Leży już gotowy, napisany w folderze :)
Jeśli te komentarze się nie pojawią, rozdział pojawi się za 5 dni. Pasuje?
Mam nadzieję, że tak.

Jeśli jakimś dziwnym trafem pojawił się tu ktoś nowy, to po pierwsze serdecznie go witam, a po drugie mówię, że z chęcią mogę informować go o kolejnych notkach ;)

Się rozpisałam :O Jak się podoba rozdział? Swoją drogą, planuję pewną rzecz, ale to w następnym rozdziale :D Do następnego!

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 30


                                     *Sabi*

-A potem wróciliśmy do domu. Mówię ci, właśnie tak wyobrażałam sobie naszą pierwszą randkę.- Skończyła swój dość długi monolog i wyszczerzyła się.
-A właśnie, że nie. Ty sobie jej w ogóle nie wyobrażałaś.- przekręciłam oczami.
-Jak to nie? Wyobrażałam!- Karola oburzyła się po moich-według niej- bezpodstawnych oskarżeniach.
-Pewnie, a to twoje: ‘’ciekawe dokąd pójdziemy?’’ czy ‘’co on tam wymyślił?’’, to tylko takie na pokaz było.-Zaśmiałam się.
-A może w to wątpisz?- Także się zaśmiała.
Wyciągnęłam nogi z basenu i oplotłam je ramionami, przyciskając do klatki piersiowej.
-Możliwe, że troszkę wątpię.- Pokazałam jej język.- To świetnie, że ci się podobało. Bardzo mnie to cieszy.
-Pewnie! W życiu nie wyobrażałam sobie lepszej randki. Jestem ciekawa, kiedy on to wszystko zrobił. Ułożenie tych foteli musiało być bardzo czasochłonne.- Pominęłam jej wypowiedź milczeniem. Widziałam, jak Logan wychodził rano z domu. Wrócił po południu i szybko poszedł się ogarnąć. Trzeba mu przyznać, pomysł miał świetny.
Było gorąco, w sumie, jak zawsze w tym miejscu. Idealny dzień na opalanie. Nie byłam do tego przyzwyczajona. Nadal nie jestem. Co więcej, kocham zimę. Mam już te 19 lat, ale to nie zmienia faktu, że kocham lepić bałwany, czy chociażby rzucać się śnieżkami. Czy jestem dziecinna? Może. Czy chcę się zmienić? Nigdy. Myślę, że nie jestem jedyna, bo moja przyjaciółka ma podobne upodobania. Tak się dobrałyśmy.
-Co tu tak siedzicie?
Na dźwięk głosu Logana podskoczyłam jak oparzona. Spojrzałam na niego.
-Idioto!
Wzięłam do ręki pierwszy przedmiot, który nawinął mi się na ręce i rzuciłam w jego stronę. Tym przedmiotem okazał się być telefon. Chłopak zwinnie go złapał i jakoś nie spieszyło mu się z oddaniem go. Usiadł koło Karoli i objął ją ramieniem.
-O czym dyskutujecie?- poruszył brwiami w górę i w dół.
-A co cię to interesuje?- Wytknęłam język.
Logan przekręcił oczami i pozostawił moje pytanie bez odpowiedzi.
-W sumie.. Radziłbym Ci częściej się tak ubierać.- Brunet zwrócił się do mnie.
Jak na zawołanie obydwie na niego spojrzałyśmy. Równie zgodnie zadałyśmy pytanie:
-Co?
Chłopak, najwyraźniej zaskoczony naszą jednomyślnością, uniósł dłonie w geście poddania.
-Carlos stoi w oknie od piętnastu minut i jakoś nie ma zamiaru się stamtąd ruszyć.
Odruchowo spojrzałam w stronę okna. Niby nikogo w nim nie było, ale ruszające się firanki mówiły wszystko.
-Zboczeńce, zboczeńce wszędzie.-Odwróciłam głowę w stronę basenu i nieznacznie zakryłam twarz włosami, by nie było widać moich zaczerwienionych policzków. W odpowiedzi usłyszałam śmiech trzech osób. Naszej uroczej parki i Latynosa, przez którego czuję się teraz jak dojrzały pomidor. Carlos usiadł koło mnie, ale w jego ruchu dało się wyczuć niepewność.
-Jak możesz? Przecież nic takiego nie zrobiłem. Logan ewentualnie tak, ale to już zupełnie inna bajka.- Henderson spojrzał na Carlosa jak na idiotę.
-To nie ja stałem w oknie jak ten kołek i nie gapiłem się na przyjaciółkę i dziewczynę przyjaciela przez bite piętnaście minut.
-Trzeba było się kompletniej ubrać.- Puściłam tę uwagę mimo uszu. W końcu, nadal byłam fochnięta, prawda?
-Skoro jesteśmy tutaj w czwórkę, może warto by było pomyśleć nad takim pewnym szczególikiem?-Carlos wybrnął z niezręcznej ciszy, która unosiła się w powietrzu.
-Co masz na myśli?-Karola zainteresowana tajemniczością w głosie przyjaciela przeniosła na niego wzrok.
-Myślę o Kendallu i Julii. Wiecie, jaki jest Schmidt. On nie zrobi pierwszego kroku. Trzeba mu w tym jakoś pomóc.- Szeroko się uśmiechnął. Przeniosłam na niego wzrok. Mi samej chodziło to po głowie od momentu, w którym Julia wyznała mi swoje uczucia do blondyna.
-Rozwiń trochę swoją wypowiedź, stary.- Brunet przekręcił oczami.
-To nie będzie wielka pomoc. Tylko upewnimy się, że Kendall dotrze do jej domu, w czym pomoże nam Sabi, bo niekoniecznie znam adres Julii, po czym grzecznie poczekamy, aż zaprosi ją na randkę.
-W sumie, to nie jest taki zły pomysł.  Kiedy się za to zabieramy?- Przejechałam wzrokiem po obecnych nad basenem przyjaciołach.
-Powiedziałbym, że 14 sierpnia. To za trzy dni, mógłby zaprosić ją na sobotę, Więc miałby kolejne trzy dni na obmyślanie planu randki.
-Jestem pod wrażeniem Twojego edukowania.  Gratulacje. Znasz się na kalendarzu.- Logan do podkreślenia swojej wypowiedzi zaklaskał.
Carlos już miał się odezwać, ale w słowo weszła mu Karola:
-Okey, ale resztę obgadamy jutro. Głodna jestem.
-Jeśli tak bardzo chcesz jeść, to powiedz swojemu chłopakowi, żeby oddał mi telefon.- przekręciłam oczami.
-Poczekaj.. Mam tu bardzo ciekawe sms’y- Logan zaczął cytować najciekawsze fragmenty sms'ów z mojego telefonu- ‘’Bardzo za tobą tęsknię’’, ‘’Musimy się jak najszybciej spotkać’’, ‘’Tak, ja Ciebie też’’, ‘’Nie zapominaj mi tam tylko, że to mnie kochasz najbardziej’’. Sabiii… Czy my o czymś nie wiemy?- Brunet cwaniacko się uśmiechnął, a ja uderzyłam dłonią w czoło. Czułam na sobie wzrok poważnego Carlosa i rozbawionej całą sytuacją Karoli.

___________________________________________________________________________

No i jest kolejny :D Co wy na to?
Nie będę się rozpisywać, napiszę tylko, że założyłam razem z Olą nowego bloga z opowiadaniem! :D Także o BTR, całkowicie inna tematyka, niż ten :D
Zapraszam bardzo serdecznie, jak na razie pojawił się tylko prolog:   
                         http://btr-new-story-by-sablex.blogspot.com/ 

Macie zamiar czytać?
                                                 Do następnego xx
(dobrnęlismy do 30 rozdziału! dziękuję za wszystko!)

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 29


                                       *Karola*

Siedziałam w pokoju, jak na szpilkach. Byłam gotowa, wystarczyło tylko czekać na Logana. Nie umiałam się doczekać! Moja pierwsza randka z moim chłopakiem. To brzmiało tak.. niewiarygodnie. Byłam ubrana w miętową sukienkę. Włosy zostawiłam swobodnie rozpuszczone, a na twarz nałożyłam lekki makijaż. Wreszcie usłyszałam pukanie do drzwi.
Otworzyłam je, a za nimi ujrzałam bruneta ubranego w marynarkę i czarne spodnie. Miał w rękach bukiet konwalii. Delikatnie się uśmiechnęłam.
-Loggie.. Nie musiałeś.
Chłopak cicho się zaśmiał i przeleciał po mnie wzrokiem, od góry do dołu i z powrotem.
Szeroko się uśmiechnął.
-Ślicznie wyglądasz.
Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Przeklęłam siebie w myślach.
-A jak się rumienisz wyglądasz jeszcze piękniej.- Puścił oczko. Przekręciłam oczami, po czym zeszłam na dół po wazon. Następnie nalałam do niego wody i wróciłam na górę, do czekającego na mnie chłopaka. Położyłam kwiaty na szafce, po czym cmoknęłam Logana w policzek.
-Możemy iść.
Brunet wyszedł z pokoju, a potem domu. Poszłam za jego przykładem i już po chwili poczułam na mojej twarzy gorące promienie słońca. Logan podszedł do samochodu i otworzył mi drzwi, a kiedy wsiadłam do środka, przy okazji całując go w policzek, wsiadł od strony kierowcy i ruszył.
-Dokąd jedziemy?- Bardzo mnie to ciekawiło. Od rana myślałam nad jego pomysłem. Niestety, pomysły, które wpadły do mojej głowy nie wydawały mi się specjalnie trafione.
-Naprawdę liczysz na to, że ci powiem?- Uśmiechnął się pod nosem. Kurcze!
-No.. tak. Właśnie na to liczyłam.
-To się przeliczyłaś, skarbie, bo to niespodzianka.
Na jego słowa jedynie przekręciłam oczami. Zaczęłam obserwować drogę. Miałam kilka pomysłów, ale gdy minęliśmy piątą restauracje, trochę w nie zwątpiłam. Zauważyłam jednak, że kierujemy się w stronę.. plaży? Już nic nie rozumiałam. Po jakimś czasie wreszcie auto się zatrzymało. Logan wyprzedził mnie i wysiadł z auta, obchodząc je dookoła, ponownie otworzył mi drzwi. Wysiadłam, a on splótł razem nasze palce, zamknął auto i ruszył z stronę wejścia na plażę. Byłam ciekawa, co wymyślił. Chwilę później moim oczom ukazały się dwa zrobione z piasku fotele, które stały naprzeciw siebie. Na nich leżały kolorowe poduszki. Pomiędzy fotelami stał rozłożony biały, niski stolik z rozłożonym na nim jedzeniem. Wokół tego były poukładane czerwone świeczki, w nocy świecące jaskrawym światłem, teraz jednak niewidocznym. Otworzyłam usta z wrażenia. Całość prezentowała się bajecznie!
Chłopak objął mnie ramionami od tyłu w pasie i cicho wyszeptał mi do ucha:
-Podoba ci się?
Delikatnie się uśmiechnęłam i nadal zszokowana odpowiedziałam na pytanie chłopaka:
-To jest piękne..
-Cieszę się, że ci się podoba.- Musnął ustami miejsce za moim uchem, a po moim ciele przeszedł dreszcz.
Zaprowadził mnie do wyżej wspomnianego miejsca, a ja usiadłam. Wbrew pozorom, było bardzo wygodnie.
-Kiedy zdążyłeś to wszystko przygotować?
-To będzie moja słodka tajemnica.- Puścił mi oczko, a ja zwalczyłam w sobie chęć wywrócenia oczami.- To co? Smacznego?- Słodko się uśmiechnął.
-Smacznego.- Posłałam mu uśmiech i zajęłam się jedzeniem. Chłopak zrobił to samo. Jedliśmy z kompletnej ciszy, która w żadnym razie nie była krępująca. Wręcz przeciwnie, rozkoszowałam się nią.
Po jakimś czasie skończyłam jeść. Logan, który chwilę musiał na mnie poczekać, słodko się uśmiechnął.
-Powiedz mi... Jak ty to wszystko zrobiłeś? Skąd zaczerpnąłeś pomysłu?
Brunet wstał, po czym pomógł mi zrobić to samo i ruszył wolnym spacerkiem po piasku. Splótł razem nasze palce, na co lekko się uśmiechnęłam. Możliwe, że jeszcze nie do końca się do tego przyzwyczaiłam.
-Mam swoje sposoby, mała..
 Spacerowaliśmy, co chwila wymieniając ze sobą kilka słów. Logan zatrzymał się i odwrócił mnie w stronę oceanu, a sam objął mnie w pasie i położył podbródek na moim ramieniu. Zachody słońca w tych okolicach wyglądają jeszcze lepiej niż u mnie. Było tak cicho, spokojnie, wystarczyło patrzeć na tą kulę, jakoby z ognia znikającą powoli zza horyzontu. Promienie słońca, odbijające się w wodzie były obrazem niczym z bajki. W takich momentach zapomina się o wszystkim i wpatruje w widoki przed sobą. Zawsze jednak ktoś lub coś musi nam przerwać. W moim przypadku to był Logan, który delikatnie musnął ustami moją szyję. Odwróciłam się z jego stronę i zarzuciłam mu ręce na szyję. Chłopak delikatnie mnie pocałował.
-Wracamy już?- Spytał i przejechał dłonią po moim policzku. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Pewnie.. możemy wracać.
Chłopak ponownie splótł razem nasze palce i ruszył z stronę, z której wróciliśmy. Ani się nie obejrzałam, a wróciliśmy do domu. Coś tak czuję, że tego dnia nie zapomnę. Już nigdy.

_______________________________________________________________________
PRZEPRASZAM. Jeszcze nigdy tak długo nie dodawałam rozdziału. Ale tutaj u mnie w głowie pustka, kompletnie. Nie wiedziałam jak się za to zabrać, to pierwsza randka, którą opisywałam. I wyszła strasznie, trzeba przyznać. Ale dobra, nie będę się nad sobą użalać. Obiecuję, że następny pojawi się szybciej.
Dawidzie… I jak? Czekam na komentarz :D Jestem ciekawa jak bardzo Cię zanudziłam.